(Żarnowiec) 4 lipca goszczono tu ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi Marka Sawickiego, który przyjechał do rolników a spotkał się z urzędnikami i nauczycielami. Czy był to zmarnowany czas? O komentarz poprosiliśmy Pawła Sokoła Pełnomocnika Rady Krajowej NSZZ Solidarność RI na Województwo Śląskie oraz Przewodniczącego Rady Powiatowej NSZZ Solidarność RI w Zawierciu.
Kurier Zawierciański: – Jest Pan rolnikiem i długoletnim działaczem rolniczej solidarności związku, który od lat walczy o prawa ludzi wsi. Jak ocenia Pan wizytę Marka Sawickiego?
Paweł Sokół: – Po pierwsze chciałbym powiedzieć, że solidarność rolnicza nie została zaproszona na to spotkanie. To chyba stało się taką niechlubną tradycją, że tych, co naprawdę walczą o prawa rolników na polskiej wsi ignoruje się kompletnie. Co do samej wizyty to rozmawiając z kolegami, którzy nieliczni zresztą pojawili się na spotkani było ono kompletnie jałowe. Żarnowiec i okoliczne tereny to gminy typowo rolnicze, gdzie 99,9 % mieszkańców utrzymuje się z rolnictwa. Jeżeli przyjeżdża tak ważna osoba jak minister po to, aby z rolnikami rozmawiać o ich lokalnych problemach, a na sali zebrali się urzędnicy, nauczyciele i działacze partyjni. Pytanie nasuwa się samo: po co to wszystko było i komu na spotkaniu z ministrem Sawickim zależało najbardziej?
KZ: – Uważa Pan, że spotkanie było ustawione pod publiczkę?
– Należy pamiętać, że Marek Sawicki to też rolnik, przyjechał do tych ludzi, których tak naprawdę reprezentuje i o których ma dbać w rządzie. A żeby dbać o nich to trzeba wiedzieć, jakie problemy dotykają tych ludzi, czego oni oczekują, czego chcą, może gdyby byli na spotkaniu to coś ministrowi by podpowiedzieli. A tutaj jakaś dziwna sytuacja. Owszem była jakaś reprezentacja rolnicza, bo byli przedstawiciele rad gminnych, ale to nie jest reprezentacja środowiska w sensie takiego spotkania „na żywo” jak rolnik z rolnikiem gdzie rozmawia się twardo i pyta o rzeczy niepopularne.
KZ: – Twarde rozmowy są czasami ryzykowne. Może władze Żarnowca obawiały się o swój wizerunek?
– Jest w tym wiele racji. Uważam, że organizatorzy nie chcieli źle wypaść przed ministrem. Osoby, które byłyby odważne chciały pogadać z Markiem Sawickim po prostu jak chłop z chłopem, bo minister to też chłop i też rolnik, więc czego tu się bać. Ale takich tam nie było. Mam już trochę tych lat i pamiętam doskonale czasy poprzedniego systemu. Wtedy też władza głównie martwiła się o to, aby dobrze wypaść. Specjalnie zapraszano różnych notabli, a publiczność miała popisane pytania na kartkach była tzw. „klaka”; ludzie bili brawo nie za bardzo wiedząc, o co chodzi. Jesteśmy 25 lat po obaleniu komunizmu, a te wszystkie działania związane z wizytą ministra są żywcem wzięte z tamtej epoki. Po co i na co to, komu potrzebne? Jakaś farsa zrobiona została.
KZ: – Czy to znaczy, że w Żarnowcu czas się zatrzymał? Gmina jest rządzona metodami rodem z z PRL–u?
– Na to wygląda, ale jest to dla mnie osobiście bardzo smutne. Żarnowiec, to piękne rolnicze tereny, ale też miejsce naprawdę ciężkiej pracy rolników, którym trzeba pomóc i wysłuchać ich. Ludzie wsi mają swoją godność i są twardzi, ale potrafią też oceniać sytuację i wyciągać z niej wnioski. Świat idzie do przodu i oni to widzą może przyjść taki czas, kiedy powiedzą dość.
KZ: – Lokalnej władzy?
– Też. Ludzi należy przede wszystkim szanować, a władza to służba publiczna dla ludzi, dla rolników, bo za ich pieniądze urzędnicy są wynagradzani. Nie można bez końca uprawiać propagandy za publiczne pieniądze i nie ponosić żadnych tego konsekwencji.
KZ: – Chyba nie jest tak do końca jak Pan mówi patrząc na wiele gmin w Polsce nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jedni i ci sami ludzie rządzą tam od lat.
– Ja osobiście jestem za kadencyjnością urzędów pochodzących z demokratycznego wyboru. Skoro Prezydent Rzeczypospolitej może sprawować swój urząd, co najwyżej 2 kadencje, to dlaczego jakiś wójt czy burmistrz ma być na stanowisku 20 lat? To patologia. Rządzący tak długo po prostu przestają się starać wypalają się tworzą lokalne kliki, klany, układy takie, że żadną… nie rozbijesz. A społeczeństwo na tym cierpi. Później nie oni – mieszkańcy - najczęściej go (wójta, burmistrza) zmieniają, tylko prokurator. Takie to nasze piekiełko.
KZ: – Gdyby Solidarność zaproszono, jakie pytanie chciałby Pan zadać ministrowi?
– O takich jest wiele, ale boli mnie bardzo jeden fakt jak Sawicki mógł podnieść rękę „za” w głosowaniu nad zwiększeniem wieku emerytalnego dla rolników. Dla kobiet w szczególności, które tak ciężko pracują. Mówi się tak szumnie o ochronie polskiej rodziny o pomocy dla niej, a tutaj takie coś. Kobieta na wsi ma o wiele więcej obowiązków niż w mieście. Ja nie chcę wprowadzać jakichś różnic, ale zdajmy sobie sprawę z tego, że one często pracują od świtu do nocy. Są żniwa, wykopki przychodzi się z pola, a ugotowane być musi. Posprzątać, poprać też trzeba. Jak ministrowi nie zadrżała ręka, którą podnosił za dłuższym wiekiem emerytalnym? Kolejna rzecz to problemy lokalne. Szkody łowieckie to prawdziwa plaga.
W rejonach, gdzie jest intensywne rolnictwo, czyli gminy Żarnowiec, Szczekociny, Irządze dziki i sarny wyrządzają ogromne szkody na polach niszcząc chodźmy uprawy kukurydzy. Koła łowieckie, które polują na tych terenach nic sobie z tego nie robią. Niestety, ustawę o łowiectwie mamy, jaką mamy i najwyższy czas ją zmienić, ale przecież koło łowieckie, jako podmiot powinien być ubezpieczony i wtedy można wypłacać rolnikom odszkodowania z OC takiego koła. Kolejne pytanie, to problem spółek wodnych, które wysyłają do rolników wezwania do zapłaty za konserwacje rowów melioracyjnych. Te melioracje nie działają, a użytki musza być wyłączone z dopłat. Bobry to też prawdziwa plaga. Można pytać i pytać. Ważnych tematów jest sporo.
rozmawiał:
Marcin Wojciechowski











Napisz komentarz
Komentarze