Kapitan Antoni Szarzyński, agent w IV Wydziale Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Katowicach, zjawia się w mieszkaniu młodego księdza, Piotra Czetwertyńskiego. Jaką tajemnicę wyjawi zmagającemu się z kryzysem wiary, ale dobrze zapowiadającemu się duchownemu były agent Służby Bezpieczeństwa? Kim jest Antoni i jaki sekret kryje się za śmiercią jego rodziców i dzieciństwem spędzonym w szemranym domu dziecka? Na czym polegała operacja „Hermes”? Czy SB prowadziła ją na zlecenie Watykanu? Co łączyło dostojników watykańskich z oficerami KGB? Czy w latach osiemdziesiątych Europa znalazła się na krawędzi wojny, która miała zmienić oblicze tej części świata?
Przywodzące na myśl najlepsze thrillery Fredericka Forsytha czy Davida Morrella Przemienienie to więcej niż sensacja. To literacki obraz epoki, który wciąga i zmusza do refleksji. Powieść inspirowana badaniami księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego nie jest jednak publicystyczną polemiką, lecz pełnokrwistą opowieścią o uwikłaniu i duchowej pustce.
Fragment:
– Niezła chata, nie? – powiedział gruby facet w lateksowych rękawiczkach, rozglądając się po mieszkaniu. – Się dorabiają na moherowych rentach, katabasy.– Zawrzyj mordę, Bańczyk – warknął komisarz. – Nie chce mi się słuchać twojego esbeckiego pierdolenia. Jest śledztwo, trup z dziurą w głowie, łuska na podłodze i narzędzie zbrodni. Szukaj odcisków, a nie pierdol mi tu Urbanem, dobra?
Bańczyk mruknął coś pod adresem wyszczekanego gnojka, ale wziął się do roboty. Komisarz Świet lik nie cieszył się popular nością ani wśród kolegów, ani wśród podwładnych, bo, jak sam mówił, nie znosił milicyjnej mentalności. Komisarz Świet lik był nowoczesnym policjantem. To nie przysparzało mu przyjaciół. Komisarz nie obawiał się jednak o swoją pozycję. Był od nich wszystkich lepiej wykształcony, miał dobre układy z pismaka mi i mocne plecy w komendzie, a nawet, dzięki koledze z roku, w ministerstwie. Nie fi kną mu. Trup należał do świętej pamięci księdza Piotra Ponińskiego.
Komisarz Świet lik czytywał czasem „Tygodnik”, więc kojarzył nazwisko. Młody, inteligentny, habilitacja w drodze. Poglądy, jak na kapłana, często kontrowersyjne, z tymi moherami to Bań czyk nie trafi ł, bo padre dyrektor prędzej zjadłby własne oku lary, niż wpuścił takiego księdza jak Poniński do swojego radia. 7 Tak się dobrze zapowiadał, a teraz już się nie zapowiada. Po licjant wyciągnął z kieszeni lateksowe rękawiczki, naciągnął je na dłonie i przystąpił do wstępnych oględzin.
Trup siedział na fotelu; stopy równo spoczywały na podłodze, głowa była odchylona do tyłu, usta otwarte. Świet lik spojrzał na pistolet i łuskę – dziura miała średnicę 7,62 milimetra. Pisto let leżał obok fotela, tak jakby po strzale wypadł z ręki księdza. Świet lik mógłby się założyć, że na spluwie będą odciski Poniń skiego, ale jakoś nie był przekonany do samobójczego charakteru tej śmierci. No bo kto, chcąc się zabić, strzela sobie dokładnie w środek czoła, jakby zamierzał pistoletem namalować indyjską tilakę? Z drugiej strony jeśli ktoś chciał upozorować samobój stwo, dlaczego zrobił to tak głupio? Byle dureń przecież księdza nie zabija ot tak sobie. Rabunkowe tło jest wykluczone, na biurku stoi biały mac, wyglądający na dobre kilka tysięcy, ksiądz ma na przegubie ostentacyjnie drogi zegarek, Longines de Ville, w szu f l adzie Bańczyk znalazł portfel, w nim tysiąc złotych.
Trzeba mu patrzeć na ręce, żeby nie zwinął. Zbrodnia kochanków mogłaby to być, owszem, ale jaki pedzio kochanek nosi w Polsce takiego ślicznego srebrzystego Walthera bez żadnych numerów? Policyj ny nos podpowiadał Świet likowi, że w bazie danych tej giwery nie będzie. Klasyczny „czyścioch”, wyniesiony w częściach z fa bryki, rzecz nijak niepasująca do zbrodni w afekcie. Broń profesjo nalisty.
Przemienienie Szczepan Twardoch Data premiery: 11 lutego 2026
Wydawnictwo Marginesy


















Napisz komentarz
Komentarze