Czy kierownik ortopedii to kolejna „święta krowa” zawierciańskiego szpitala?

  • 18.06.2020, 14:33 (aktualizacja 18.06.2020, 16:29)
  • Jarosław Mazanek
Czy kierownik ortopedii to kolejna „święta krowa” zawierciańskiego szpitala?
16 maja ponownie tylko na portalu społecznościowym na profilu „Szpital Powiatowy w Zawierciu”, oficjalna strona szpitala na ten temat milczy, ktoś anonimowo poinformował, że „Testy przeprowadzane u pracowników szpitala ujawniły osoby z dodatnim wynikiem wśród personelu oddziału urazowo-ortopedycznego. W związku z tym podjęto decyzję o wstrzymaniu przyjęć pacjentów na oddział. O sytuacji powiadomiony został Sanepid oraz wydział zarządzania kryzysowego Urzędu Wojewódzkiego.” Ciekawe, że anonimowy komunikat ukazuje się dopiero 16 maja, choć jak podają nasze źródła -już we wtorek 12 maja lekarz, kierownik oddziału miał mieć wyraźne objawy choroby, ale pracował normalnie. Wynik testu lekarza przyszedł dzień później, był dodatni. W tych dniach chirurg normalnie komunikował się z personelem, w środę 13 maja, gdy potwierdził się jego „dodatni” wynik na koronawirusa, miał jeszcze odwiedzić blok operacyjny, a nawet… skorzystać ze sterylnej łazienki przy sali operacyjnej! Nowe, wewnątrzszpitalne ognisko zakażenia to co najmniej 7 osób chorych, w tym lekarze i pielęgniarki. Nie wiadomo, ilu pacjentów mogło się zakazić, ale to pokażą najbliższe dni. Trudno zliczyć ile osób z personelu medycznego (lekarze, pielęgniarki, salowe) zaraziło się w zawierciańskim szpitalu od początku epidemii koronawirusa. Ostatnie dane, jakie podawał szpital kilka tygodni temu, to ok. 47 osób zakażonych i objętych kwarantanną. Ale później doszła cała seria zakażeń na kolejnych oddziałach szpitala. W tym samym czasie -ciekawostka- w sąsiednim szpitalu w Myszkowie, z którym Zawiercie współpracuje i oba szpitale często są porównywane ilość zakażeń koronawirusem wynosi… 0!

Kolejna pielęgniarka pracująca w Szpitalu Powiatowym w Zawierciu zdecydowała się opowiedzieć o tym, co ją bulwersuje, jak organizowana jest ich praca.
Pielęgniarka: -Sam szef urazówki jest zakażony, od środy przebywa na oddziale zakaźnym. Ale źle się czuł już we wtorek, miał objawy, ale twierdził, że to jest zwykłe przeziębienie. Chodził po całym szpitalu, również na bloku operacyjnym, bez maski.
To jeszcze nic. Dzień wcześniej był jeszcze na bloku, nie wchodził do środka, ale był w śluzie. Rozmawiał z pielęgniarkami niezabezpieczony. Przygotowywał pacjenta do artroskopii na środę, nie wiemy czy go badał, pewnie tak.
-Przyjmowani pacjenci mieli być rutynowo badani na obecność koronawirusa. Czy tak jest?
-Są badani. Poza nagłymi przypadkami, gdzie nie ma na to czasu. Ale była pacjentka przyjęta na chirurgię urazową, z wynikiem ujemnym, ale za kilka dni wynik miała dodatni, już na oddziale. Została w piątek 15 maja przewieziona do Tychów. Więc prawdopodobnie zaraziła się na oddziale.
My pielęgniarki nie otrzymujemy takich informacji oficjalnie, chyba, że się domagamy, to czasem nam coś powiedzą, czy pacjent był badany.
-Czy dalej jest tak, że pielęgniarki mają robione testy tylko w szczególnych przypadkach, a lekarze rutynowo?
-Po artykule, w którym wywiadu udzieliła wam pielęgniarka z bloku, myśmy były przebadane, jak ruszyła ta maszyna do testów. Z tym, że do tej pory żadna z nas wyniku do ręki nie dostała. Mieliśmy tylko informację od  kierowniczki bloku operacyjnego, że jesteśmy ujemne. Jedna koleżanka, po 2 tygodniach dopiero od wymazu, dostała wiadomość, że wymaz był źle pobrany i musi iść ponownie. Słyszy pan co mówię?
-Słyszę, ale uśmiecham się. Czyli raczej nie była chora, bo po 2 tygodniach od źle pobranego wymazu, na pewno miałaby objawy zakażenia. Chyba, że byłaby bezobjawowa, wtedy odwrotnie, zaraziłaby wiele osób.
-Dlatego my na wyniki testów tej zawierciańskiej maszyny patrzymy trochę sceptycznie.
-Czytałem wypowiedź dyrektora zawierciańskiego szpitala sprzed co najmniej tygodnia, w której potwierdzał, że zawierciańskie laboratorium szpitalne uzyskało już autoryzację NFZ do wykonywania testów koronawirusa. To trochę dziwne, bo ja z kolei rozmawiałem we wtorek 12 maja z dyrektorem sąsiedniego szpitala z Myszkowa doktorem Dariuszem Kaczmarkiem, który mówił dla Gazety Myszkowskiej, że przebada cały personel szpitala, ale czeka, aż laboratorium zawierciańskie uzyska autoryzację NFZ.
-My rozumiemy, że dziewczyny z laboratorium uczą się tego. To coś dla nich nowego. Po incydencie z doktorem X kierownikiem chirurgii urazowo-ortopedycznej pielęgniarki z bloku operacyjnego miały testy robione w piątek, nie mamy wyników (rozmawiamy w sobotę- przyp. red). W czwartek miała robione testy chirurgia urazowo-ortopedyczna. Też na razie nie wszystkie testy, wyniki są.
Umarł na OIOM-e mąż pielęgniarki z neurologii. Umarł we wtorek 12 maja. Był zakażony, a zakaził się od żony, która z kolei zaraziła się od koleżanki z oddziału wewnętrznego, która podwiozła ją samochodem. Mąż tej pielęgniarki trafił na OIOM w ciężkim stanie. Był intubowany, potem rozintubowany. Stan się poprawił, wynik testu na koronawirusa był ujemny. Później stan pacjenta się jednak pogorszył. Anestezjolog, który był na dyżurze, pobrał wymaz jeszcze raz, metodą „na mokro”. My robione mamy testy metodą „na sucho”,która podobno jest mniej wiarygodna. Pacjent umarł we wtorek, a już po jego śmierci przyszedł wynik dodatni. Zwróciłyśmy uwagę, czy jest doliczony do statystyki zgonów na Covid-19. Jest. Ten pan miał 52 lata, jak nasza Dorotka (pielęgniarka która zakaziła się i zmarła).
Jedna z koleżanek dzwoniła dzisiaj (sobota 16.05) do Sanepidu, z wiadomością, pytaniem, czy coś wiedzą na temat kolejnych przypadków „dodatnich” na chirurgii urazowej. A pani z Sanepidu zdziwiona: „jakie kolejne przypadki?”. Oni nic w Sanepidzie nie wiedzą! Nie wiedzieli, że doktor X od środy leży na zakaźnym! I że są kolejne przypadki! Dziś wiemy, że kolejnych dwóch lekarzy jest zakażonych i 3 pielęgniarki. Jeden z tych lekarzy, jego partnerka dyżuruje na chirurgii ogólnej, więc skoro on jest zakażony, to i ona mogła się zakazić. Kwestia dni i okaże się, czy również na chirurgii ogólnej pojawią się przypadki zakażenia.
Od redakcji: inne źródło -informację przekazał nam lekarz- podaje, że łącznie wykryto zakażenie u 7 osób z oddziału urazowo-ortopedycznego.
-Doktor X jak mówiłam, we wtorek ściągnął pacjenta do artroskopii na środę. Nie wiem, czy badał go bez maski, jeżeli tak, to pewnie i pacjent jest zarażony. W środę chciał go operować i był bardzo zbulwersowany, kiedy anestezjolog powiedział, że nie znieczuli pacjenta, widząc, że lekarz który ma go operować, jest chory. Nie było jeszcze wyniku, wynik przyszedł o 13-tej, ale widać było, że jest chłop chory. Interweniowała anestezjolog z bloku u szefa anestezjologów, doktora Pańczyka. On osobiście poszedł na urazówkę, zobaczył doktora X. I kazał mu iść do domu. Więc też musiał zobaczyć niepokojące objawy choroby.

Prywatna łazienka na bloku operacyjnym?

-Ale pan doktor X nie poszedł od razu do domu (ostatecznie trafił na oddział zakaźny, gdy jego stan się pogorszył), tylko na blok operacyjny. Bo on traktuje śluzę na bloku i ubikację z prysznicem na bloku, jak swoją prywatną łazienkę. Zawsze tu przychodzi się załatwiać, kąpać.
Wtedy w środę był raz na bloku, chyba w łazience, bo salowa po nim sprzątała. Niezabezpieczona, bo nie wiedzieliśmy jeszcze, że ma wynik dodatni. Po czym, mając już wynik, wiedząc, że to wynik dodatni, przyszedł drugi raz, wziął prysznic na bloku operacyjnym. Wyszedł. Salowa znowu poszła po nim posprzątać. Dalej nie widziała, że sprząta po zakażonym! Dopiero, gdy już się dowiedzieliśmy, że X ma wynik dodatni, salowa poszła 3 raz sprzątać łazienkę, tym razem zabezpieczona, zrobiła dezynfekcję gruntowną.

Myśli pan, że kierowniczka bloku coś z tym zrobiła? Nic.  Powinna być fumigacja prysznica zrobiona.
-Kierownik ortopedii wydaje się być traktowany w sposób szczególny, jak przysłowiowa „święta krowa”. Jak profesor z Czech na chirurgii. Tamten miał własny pokój przy oddziale, na oddziele odbywał kwarantannę, doktor X ma własną łazienkę na sterylnym bloku operacyjnym…
-A, pani z Sanepidu -to mi się przypomniało- mówiła, że nie wie o przypadkach zakażenia na urazowo-ortopedycznym, ale mówiła, że doktor X cztery razy miał pobierany wymaz, bo mu wychodził ciągle wątpliwy. On  w tym czasie przychodził do nas na blok i ciągle mówił, że „jak mu ten wymaz pobierają, że ciągle wychodzi wątpliwy”. Sanepid wiedział, że lekarzowi ciągle wychodzi wynik wątpliwy, o tym szpital powiadamiał, ale jak wynik wyszedł dodatni, to już Sanepidu nie powiadomiono. O co tu chodzi?
-To o tyle dziwne, że to Sanepid pierwszy ma dostęp do wyników badań, a dopiero pacjent.
-My, jako osoby zainteresowane, nie dostajemy wiadomości czy jesteśmy ujemne, tylko w pierwszej kolejności wiadomość otrzymuje pielęgniarka naczelna.

Gdy wyszło, że szef jest zakażony, był odprowadzany pod same drzwi zakaźnego przez dyrektora Zachariasiewicza. Do dyrektora zadzwonił ktoś z oddziału, może oddziałowa z pytaniem co z oddziałem, kto idzie na kwarantannę. Dyrektor w dwie minuty był na oddziale, i mówił: „jaka kwarantanna? Chcecie oddział zamknąć? Nie będzie żadnej kwarantanny! Ruszamy z zabiegami!”
Myśmy później pomyślały, że doktor X z premedytacją to zrobił, że skoro on się zaraził, to niech się pozarażają wszyscy. I postępowanie pana dyrektora: do roboty się brać, a nie o kwarantannie myśleć! Robić wam się nie chce?
-Przy takim postępowaniu zakażenia nigdy się nie skończą. Lekarz, który się zakaził od pacjenta na SOR-e nie chciał z niego zejść, gdy już był wynik dodatni pacjenta. Później się okazało, że się zakaził. Lekarz po dyżurze na zakaźnym idzie do poradni. Za kilka dni okazuje się, że jest zakażony. Potem profesor operuje w czasie kwarantanny, a bohater naszej dzisiejszej rozmowy traktuje łazienkę przy bloku operacyjnym, jak własną…
-I nie wiemy ile jeszcze osób się zakazi, bo nie wszystkie testy są. Przysłały mi dziewczyny sms-a o wstrzymaniu przyjęć na oddział urazowo-ortopedyczny.

Od redakcji: Oficjalnie szpital o sytuacji nie informuje. Wpis na portalu społecznościowym, na profilu szpitala,  o stwierdzonych, zakażeniach na oddziale chirurgii urazowo-ortopedycznej i wstrzymaniu przyjmowania pacjentów na oddział ukazał się 16 maja o 14:58, czyli dopiero kilka dni po stwierdzeniu przypadków zakażenia.

-Boimy się. Boimy się wracać do domów. Niektóre koleżanki zdecydowały się nie mieszkać w domu, mieszkają tam na Niedziałkowskiego, gdzie szpital wynajął blok. Mieszka tam też profesor (lekarz z Czech, ponownie pracuje w zawierciańskim szpitalu). Ale to taka -mówi się- dość szemrana dzielnica, więc samochód trzyma na terenie szpitala. Boi się, że mu Porsche ukradną. Tam odbywa od poniedziałku kwarantannę,  podobno od poniedziałku ma wrócić do pracy. Zastanawiamy się, dlaczego tylko tydzień ma kwarantanny.
-Sanepid może skrócić kwarantannę w szczególnych przypadkach.
-Powiem jeszcze, że jak miał tę pierwszą kwarantannę, którą odbywał na terenie szpitala, nasza kierownik bloku operacyjnego go kryła. Jak przyszła policja, to chyba był ostatni dzień tej kwarantanny, pani kierownik wyszła, on był na bloku, operował, a pani kierownik wyszła do policjantów i powiedziała im, że będą musieli trochę zaczekać, bo pan profesor jest w ubikacji i trochę mu zejdzie w tej ubikacji. A profesor był na bloku, operował.
-Moim zdaniem to się zmieni, jeżeli przestaniecie się bać, całe środowisko zacznie mówić oficjalnie, otwarcie o tych nieprawidłowościach.
-Ale wszyscy się boją.
-Bo proszę się zastanowić, czy jest się czego bać, albo czego bać się bardziej. Czy bać się konsekwencji, może zwolnienia z pracy, czy zakażenia. Jedna z waszych koleżanek pielęgniarka nie żyje. Umiera mąż innej pielęgniarki. Jest wiele dowodów na to, że niektórzy są traktowani w sposób szczególny, co może powodować dodatkowe zagrożenie. Że ignorowane są warunki kwarantanny, a gdy wychodzą nowe ogniska zakażenia w szpitalu, coś dziwnego dzieje się w z wynikami badań.
Miejmy nadzieję, że jak się to wszystko uspokoi, gdy epidemia minie, ktoś za to odpowie. Ale tylko wtedy, gdy będą dowody, świadkowie. Podobnie jak z oznakowaniem przez ZGK Zawiercie koszy u osób chorych na Covid-19 wielkim napisem. Było wielkie oburzenie, ale jak na razie nikt z oznakowanych nie złożył wniosku o ściganie. Bez takiego wniosku, sprawa „rozejdzie się po kościach”, a winni unikną odpowiedzialności.
-A gdyby się zebrać więcej osób i złożyć zbiorowe zawiadomienie do prokuratury na dyrekcję za narażanie naszego życia i zdrowia? Jest coś takiego możliwe?
-Takie zawiadomienie może złożyć nawet 1 osoba, choć gdyby większa część środowiska, np. pielęgniarek, to zrobiła na pewno lepiej. Czy jest się czego bać, np. zwolnienia? Pielęgniarki wszędzie są potrzebne, a szpital bez pielęgniarek nie może funkcjonować, podobnie jak bez lekarzy. Jeżeli pielęgniarki uważają, że ich życie i zdrowie jest zagrożone przez np. zaniedbania dyrekcji, a zdecydujecie się złożyć zawiadomienie, nasza redakcja da Wam opiekę prawną.
-Porozmawiam z koleżankami. Powiem panu jeszcze na koniec, że dyrektor zarzucał nam, że zbyt dużo zużywamy środków ochronnych, że się „za bardzo zabezpieczamy”. My z bloku operacyjnego, z anestezjologiem idziemy na każdy oddział, np. do intubacji. Ubrane  w kombinezony. Na żadnym z oddziałów nie ma wydzielonego miejsca, w którym moglibyśmy bezpiecznie zdjąć teoretycznie zakażoną odzież. Na internie dziewczyny się rozbierały na korytarzu. Na neurologii była wydzielona taka sala  przy izolatce, ale teraz jest to sala zajęta przez pacjenta. Kazano się dziewczynom rozebrać na zabiegówce. Gdzie jest wszystko.
-Czy to nie ryzyko skażenia zabiegówki?
-Tak. Ale my nie mamy się gdzie rozebrać, a przecież na blok operacyjny w tym kombinezonie nie wrócę. Dziewczyny wracają na blok i mówią że to paranoja. Nigdzie nie mamy bezpiecznego miejsca, do zdjęcia odzieży ochronnej, tak żeby potencjalnie innych ludzi nie zainfekować.
Na każdym piętrze przed windą powinien być dezynfekator. Jest tylko na parterze.
-Na pokaz, jak się wchodzi do szpitala?
Tak. Gdy to zgłaszamy swoim przełożonym, to ciągle słyszymy: cicho, cicho, nie komentujcie. Wszyscy milczą, zwłaszcza ci na stanowiskach, kierownicy. „Cicho, bo naz zwolnią”. To niech nas wszystkich zwolnią!
rozmawiał: Jarosław Mazanek

Szpital Powiatowy w Zawierciu nie odpowiedział na nasze pytania, związane z sytuacją epidemiczną na Oddziale Chirurgii urazowo -ortopedycznej. Pytaliśmy m.in. o możliwe opóźnienie w przekazywaniu do Sanepidu informacji o zakażonych oraz ocenę zachowania lekarza, który znając dodatni wynik testu na koronawirusa, miał jeszcze wziąć prysznic, nie informując reszty personelu o tym, że jest zakażony.
Dyrektor PSSE w Zawierciu odpowiedziała na nasze pytanie kiedy szpital powiadomił o zakażeniu na ortopedii. PPIS ani słowem nie odniosła się jednak do pytania, które brzmiało tak: „Jeden ze świadków opowiada nam, że doktor X, już po potwierdzeniu, że jest zakażony (wynik dodatni) udał się na blok operacyjny szpitala, gdzie skorzystał z łazienki, wziął nawet prysznic, nie informując pozostałego personelu, że potwierdziło się jego zakażenie COVID-19. Jak Sanepid ocenia takie postępowanie? Czy swoim postępowaniem lekarz mógł narazić innych na niebezpieczeństwo? Łazienkę po nim sprzątała salowa, nie mając świadomości, że sprząta po osobie z potwierdzonym zakażeniem.” -pytaliśmy.

A oto odpowiedź: „Informuję, że do PSSE w Zawierciu w dniu 13 maja 2020 r. wpłynęło zgłoszenie 2 dodatnich wyników badań personelu medycznego oddziału chirurgii urazowo-ortopedycznej (w tym  1 lekarza).
W związku z wystąpieniem ogniska podjęto działania: m. innymi został przebadany cały personel i pacjenci w/w. oddziału. Na dzień dzisiejszy potwierdzono wyniki dodatnie łącznie u 8 osób personelu i 1 pacjenta. Na kwarantannie przebywają 3 osoby, 6 osób przebywa w izolacji oraz 3 osoby są hospitalizowane -Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Zawierciu  Ewelina Sergiel-Błaszczyk”

Jarosław Mazanek

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (6)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu kurierzawiercianski.pl. MyszPress s.c. z siedzibą w Myszkowie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Stefan z Pradeł
Stefan z Pradeł 21.06.2020, 05:12
A gdzie jest pAN starosta?Taki był mądry jak na swoim blogu szkalował pracę UG Kroczyce a teraz siedzi cicho jak mysz pod miotłą.Moze to i lepiej bo do tej pory czego się nie dotknął to sp.....lił
Fox
Fox 20.06.2020, 12:33
Pod sąd ich wszystkich i wtedy moze sie ockną!
Mimi
Mimi 20.06.2020, 06:56
Dlaczego nikt nie ma nic do powiedzenia!Czy tylko pielęgniarki zdają sobie sprawę z potencjalnego zagrożenia,a cała reszta śni o mamonie.
dd
dd 20.06.2020, 00:39
Jakież to objawy wykazują Ci ciężko chorzy na tę śmiertelną chorobę. Muszą być widoczne i jednoznaczne, skoro z diagnozą jest aż tak duży problem. Trzeba zamknąć szpital po nieudanej transfuzji przychodni zawiercianskich do wspólnego worka? To zamykajcie, a nie róbcie cyrku z tą wirtualną pandemią, bo już przez zamykanie kopalni ludzie boją się Śląska. Gdzie pandemiczne trupy? Umierają jedynie ludzie, którym nie udzielono pomocy medycznej, za którą wszyscy płacimy!
Bolo
Bolo 19.06.2020, 09:30
Tu zawsze w szpitalu był syf i burdel , nie ma dyrektora z prawdziwego zdarzenia są tylko koledzy i koleżanki po lini partyjnej i kurierskiej , tu nigdy się nic nie zmieni
Mimi
Mimi 20.06.2020, 07:20
Gdzie etyka i odpowiedzialność?

Pozostałe