Proces nie wyjaśnił jak Kamil N. znalazł się w lokalu. Jeszcze około 23:00 był widziany przez świadków na przystanku obok pizzerii, z czterema mężczyznami których danych prokuratura nie ustaliła. Przed godziną 22:00 jak wynika z zeznań pracowników pizzerii lokal został zamknięty i dokładnie sprawdzony, czy ktoś się nie schował, albo czynie usnął. Ani śledztwo ani proces nie dały odpowiedzi na pytania: jak Kamil N. znalazł się o około 24:00 co pokazuje kamera nad barem, w środku lokalu? Upadła wersja o „włamaniu”, gdyż jedyne uszkodzone drzwi otworzyli strażacy podczas akcji gaśniczej. Kamil N. uciekł z lokalu zamroczony, na pewno alkoholem, ale może też innymi substancjami. Wybił szybę aby się wydostać, gdy już pożar się rozwijał. Pizzerię podpalił on, czy może ktoś inny, kto wiedział co pokazują kamery? Ktoś kto zamknął zamroczonego, pijanego chłopaka? Kamil N. po południu, w dniu pożaru zgłosił się sam na policję. Dwa dni później został zatrzymany i aresztowany. Gdy pytaliśmy o tę dziwną sprawę Prokuraturę Rejonową w Tarnowskich Górach czy brana jest pod uwagę w śledztwie wersja, że Kamil N. mógł zostać odurzony i celowo zamknięty w lokalu aby się spalił i zginął wraz z innymi dowodami jako „sprawca” prokuratura potwierdziła, że sprawdzane są „wszystkie możliwe wersje wydarzeń”. Ale ostatecznie prokurator PR w Tarnowskich Górach Wojciech Braziewicz oskarżył Kamila N. o włamanie i celowe podpalenie pizzerii oraz straty znacznych rozmiarów wynoszące 3,65 mln zł. Nie wiemy jaki będzie wyrok, ale wiemy, że Kamil N. nie włamał się do pizzerii, a pożar okazał się dużo mniej szkodliwy. Straty mogą przekroczyć nieco 1 mln zł w budynku i wyposażeniu lokalu. Rzeczywiście, wiele wskazuje, że było to podpalenie, ale na tyle nieudolne, że spaliła się tylko kuchnia, a rzekomy podpalacz (oskarżony Kamil N.) zdołał uciec. Zgłosił się nawet na policję.
Wyrok w piątek
W piątek 10 lipca o godzinie 10:00 sędzia Robert Kamiński ma ogłosić wyrok w sprawie podpalenia pizzerii Soprano w Piekarach Śląskich. Oskarżony Kamil N. ponad rok spędził w areszcie, sąd odrzucał kolejne wnioski jego obrońców o uchylenie tego środka. Aż do rozprawy 30 czerwca 2026 kiedy sąd wysłuchał ostatnich świadków, w tym poszkodowanego właściciela nieruchomości na której była pizzeria Soprano (lokal dzierżawił Dariusz M.) hotel z restauracją Rezydencja i sklep Biedronka. Wszystko w obiektach świadka Arkadiusza Z. Ma do niego należeć też kilka obiektów w innych miastach, jest też właściciel sieci aptek ZDROWIT.
Po wysłuchaniu zdań obrońcy i oskarżyciela (mowy końcowe) sędzia zamknął przewód sądowy a po przerwie rozpoznał wniosek obrońcy Kamila N. o zwolnienie z aresztu. Rozpoznał go pozytywnie, i Kamil N. który ponad rok spędził w areszcie, wyszedł tego dnia z sądu na wolność. Co ciekawe, sąd nie nałożył na oskarżonego żadnych innych rygorów: dozoru policyjnego, ani Przed zakończeniem procesu, Sąd wysłuchał 30 czerwca zeznań kilku świadków, w tym Arkadiusza Z, właściciela budynku pizzerii. Zeznawał też stróż Andrzej M., który w noc pożaru pracował. Włączył się alarm, stróż nie wszedł sprawdzić przyczyny. Dziwnych wydarzeń związanych tej nocy było więcej. W sądzie dowiedzieliśmy się też jak topniały straty, jakie poniósł w wyniku pożaru Arkadiusz Z. Dwa dni po pożarze, do którego doszło 17 maja 2205 około 1:00 w nocy, Arkadiusz Z. wyliczył swoje straty na 3 miliony złotych. Jak wynika z jego zeznań przed sądem straty, na jego zlecenie, rzeczoznawca ocenił w lipcu 2025 na 2,2 mln zł. PZU wypłaciło jednak tylko 900.000 zł „kwoty bezspornej”.

Przed Sądem Rejonowym w Tarnowskich Górach 30 czerwca 2026 Arkadiusz Z. zeznawał: -Szkoda nie jest naprawiona. Trwa spór z ubezpieczycielem o wartość ubezpieczenia. Ubezpieczyciel, firma PZU wypłaciła mi 900.000 zł, a cała nieruchomość, była ubezpieczona na 7,5 mln zł. On ulicy budynek prawie nie wygląda na uszkodzony, zniszczenia widać od parkingu -mówił Arkadiusz Z.
Świadek zeznał też, że Dariusz M. prowadził swoją pizzerię w jego lokalu od około 5 lat. Był rzetelnym kontrahentem. Po pożarze polecił właścicielom budynku w Świerklańcu, gdzie jest restauracja Lawendowy Ogród Dariusza M. jako wiarygodnego człowieka, Dariusz M. kupił obiekt tej restauracji -mówił świadek.
Jak już sami ustaliliśmy Dariusz M. kupił po pożarze restaurację Lawendowy Ogród od osób skoligaconych z Arkadiuszem Z.

Świadek Michał A. który składał tego dnia zeznania, to młody chłopak, który w śledztwie zmieniał zeznania. Najpierw zeznał, że miał gdzieś usłyszeć, że Kamil N. dostał zlecenie na podpalenie Pizzerii Soprano. Później odwołał zeznania: -Wiem, że Szymon G. spotkał się 16.05.2026 z Kamilem N. na chwilę wieczorem. Kamil raczej nie miał długów, lubił wypić. Nie pamiętam co mi mówił 16 maja o 22:15 przez telefon (wieczór poprzedzający pożar).

Stróż wyjątkowo nieuważny
Stróżem w obiekcie hotelu Rezydencja był 63 letni Andrzej M.: -Około godziny 24:00 włączył się alarm. Zrobiłem obchód, nic nie zauważyłem Wróciłem do recepcji. Później zauważyłem, że podjeżdża Policja. Podobno z drogi zauważyli dym.
W śledztwie stróż zeznał 4 lutego 2026: -Obszedłem budynek, popatrzyłem do środka. Jak przyjechała straż do chciała klucze do drzwi, ale chyba weszli siłowo przez te drzwi gdzie nie ma kamery.
Na pytania prokuratora i obrońców oskarżonego: -Nie sprawdzałem drzwi, sądziłem, że spojrzenie przez okno wystarczy. Było widać co się dzieje w środku, nad barem świeciło się światło wieczorne. W środku są czujniki ruchu. Nie było żadnej procedury, co mam robić jak włączy się alarm. W recepcji miałem monitor pokazujący podgląd z kamer na zewnątrz, ale od jakiegoś czasu był zepsuty. Z hotelu nie da się przedostać do pizzerii, trzeba wyjść wpierw na zewnątrz.
Oglądamy zapis monitoringu. Sąd na wniosek obrońcy odtworzył nagranie. Co widać?

Na wniosek obrońcy oskarżonego adwokata adwokata Pawła Matyi sąd odtworzył nagranie z monitoringu, z kamery nad barem: -Mój klient nic nie pamięta poza tym że był wieczorem na przystanku, a później, że zauważył pożar, próbował go gasić, gdy się ocknął. Nie wie jak znalazł się w lokalu pizzerii, a przerażony wybił szybę i uciekł, ratując życie -mówił mec. Paweł Matyja.
Wszyscy razem z oskarżonym mogliśmy obejrzeć zapis monitoringu. Nagranie zaczyna się około godziny 0:00, kończy o godzinie 1:01 17 maja 2025 gdy z sąsiedującej z barem kuchni zaczyna się wydobywać dym. W czasie nagrania wiele razy pojawia się na nim oskarżony. Jest wyraźnie zamroczony. Bawi się jakąś piłką, patrzy w górę, chwieje się i zatacza. Ustawia krzesło, wchodzi na nie i spada na podłogę. Później nalewa dwa piwa, próbuje za nie zapłacić. Kamera pokazuje tylko bar i część sali. Nie widać kuchni, nie widać czy Kamil N. do niej wchodzi. Później w dowodach znajduje się jeszcze ciężki sejf wyrwany ze ściany. Kto i jak go wyrwał? Chłopak, który ledwie stoi na nogach? Jakimi narzędziami?
Po obejrzeniu nagrania oskarżony Kamil N. wyjaśnia: -Jak się ocknąłem, coś wziołem do ręki, może kufel. Dookoła był dym. Chciałem gasić. Paliło się na pewno od kuchni. Nie potrafiłem zgasić pożaru, wytłukłem szybę i uciekłem. Tak raczej nie zachowuje się osoba, która przyszła podpalić.
Mowy oskarżyciela, mowy obrońcy:
Prokurator Prokuratury Rejonowej w Tarnowskich Górach: -Wnoszę o uznanie oskarżonego podpalenia, oskarżony spowodował wielomilionowe straty. Opinia biegłego z zakresu pożarnictwa wskazuje, że pożar rozpoczął się w kuchni, przyczyną było podgrzewanie tłuszczu. Nie mogli tego zrobić pracownicy którzy zakończyli pracę ponad 3 godziny wcześniej. Wnoszę o orzeczenie wobec oskarżonego kary 4 lat pozbawienia wolności, obowiązek naprawienia szkody i pokrycia kosztów procesu.
Pełnomocnik oskarżyciela prywatnego, czyli właściciela spalonej pizzerii Dariusza M., adwokat Krzysztof Pietrasiński wnioskował o karę aż 8 lat pozbawienia wolności, oraz orzeczenie obowiązku zapłaty odszkodowania w kwocie 150.000 zł dla Dariusza M. lub nawiązki w tej samej kwocie. Adw. K. Pietrasiński odniósł się też do ustaleń ze śledztwa i procesu, oraz tez obrońcy oskarżonego przy przesłuchiwaniu świadków: -Jest nieistotne, jak i o której godzinie oskarżony dostał się do lokalu. Wbrew temu co zeznała kelnerka (Anna K. -świadek na poprzedniej rozprawie bez cienia wątpliwości stwierdziła, że lokal sprawdziła dokładnie i NA PEWNO nikogo nie zamknęła. A można dodać, że Kamila N. widziano prawie godzinę później na przystanku.), wbrew temu co mówiła kelnerka Anna K. oskarżony musiał być w lokalu wcześniej. Jak się dostał, nie ma znaczenia, był w chwili pożaru. Poszkodowany Dariusz M. musiał zaczynać działalność od nowa -mówił jego pełnomocnik.
Przypomnimy że rzeczywiście Dariusz M. bardzo szybko, w około miesiąc po pożarze uruchomił nową restaurację. Była zbiórka internetowa, nowy lokal od rodziny Arkadiusza Z. (właściciel nadpalonego obiektu) miał kupić za gotówkę.

Obrońca oskarżonego adwokat Paweł Matyja: DZIWNA SPRAWA, BRAK DOWODÓW, SAME POSZLAKI
-To proces skrajnie poszlakowy, bo twardych dowodów nie było i nie ma. Kamil N. był w lokalu tuż przed pożarem, pokazuje to monitoring, więc prokuratura wnioskuje że mógł podpalić. Prokuratura i sąd nie próbowały potwierdzić innych możliwych wersji. Motyw? -nie było. Niepotwierdzone plotki o zleceniu podpalenia, z których świadek się wycofał. Nie wiadomo kto miałby być zleceniodawcą. Są ustalenia dziennikarzy, że był podobny lokal w innym mieście, który odwołał komunie w dniu uroczystości. Plotki, że podpalenie to zemsta, ale pomylono lokal.
Zagadką jest jak mój klient wszedł do pizzerii. Nie włamał się. To straż wyłamała drzwi. Kelnerka Anna K. zeznała, że z całą pewnością nikt się nie ukrył. Nie zgadzam się z mec. Pietrasińskim, że kelnerka go przeoczyła. Gdyby Kamil N. był widoczny na monitoringu wcześniej, na pewno poszkodowany by ten dowód sądowi dostarczył. O dziwo, sądowi nie został przekazany monitoring z sąsiednich obiektów należących do Arkadiusza Z. Stróż twierdzi, że ten monitoring działał, niesprawny miał być tylko monitor obserwacyjny w recepcji.
Monitoring to największy mankament tego procesu: nie ustalono liczby kamer. Dlaczego nie ma nagrania z godzin wcześniejszych? Może byłoby widać inne osoby. Są 3 osoby o nieustalonej tożsamości. Są ich wizerunki z monitoringu autobusu, okazywano je świadkom. Kamila N. obserwujemy na nagraniu z kamery przy barze. A może ktoś inny, trzeźwy jest w kuchni?
Dlaczego zamroczony Kamil N. nalewa 2 piwa? Może był ktoś jeszcze ktoś kto wie jak wejść do lokalu unikając kamer, kto miał do niego klucze.
-To są hipotezy, których ten proces nie potwierdził, ani nie wykluczył. Prokuratura tego nie zrobiła, a oskarżony, przebywając w areszcie, nie miał możliwości działać dla wyjaśnienia jak było.
Znalezienie nieznanych z nazwisk 3 osób jest kluczowe. Pytanie, czy wobec tak dużej ilości wątpliwości sąd może wykluczyć inne wersje zdarzeń niż sprawstwo Kamila N. Kamery nie uległy zniszczeniu. Gdzie jest dalsza część nagrania? Nie wiemy jak zabezpieczano nagranie. Poszkodowany dał prokuraturze to, co chciał? -mówił adw. Paweł Matyja.
-Kierując się zasadą domniemania niewinności wnoszę o uniewinnienie Kamila N. od zarzutu podpalenia. W przeciwny razie ta zasada byłaby pogwałcona. Wiemy jedynie, że Kamil N. był w lokalu zanim zaczął się pożar. Jego stan, co dobrze pokazuje nagranie, świadczy, że nie był w stanie świadomie wzniecić pożaru. Plącze się, chodzi. Dlatego wnoszę o jego uniewinnienie -mówił obrońca, adw. Paweł Matyja.
Druga z obrońców Kamila N. adwokat Ewa Sorys mówiła krótko: -Też wnoszę o uniewinnienie. Wina w sposób bezsporny nie została mojemu klientowi wykazana.

Kamil N. wyszedł wolny z sądu. Wyrok w piątek 10 lipca
Jak już piszemy na wstępie, na koniec procesu sędzia pozytywnie rozpoznał wniosek obrońców i zwolnił Kamila N. z aresztu, i to nawet bez dozoru, obowiązku stawiania się na policji.
Wyrok poznany 10 lipca 2026 o godzinie 10:00. Będzie to wyrok nieprawomocny od którego zarówno prokuratura, oskarżyciel prywatny jak oskarżony ze swoimi obrońcami będą mogli wnieść apelację do Sądu Okręgowego.
O pożarze w pizzerii pisaliśmy w artykule: „DZIWNY POŻAR W PIZZERII SOPRANO”


wcześniej pisaliśmy:

Napisz komentarz
Komentarze