Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
niedziela, 22 marca 2026 01:50
Przeczytaj!
Reklama
Reklama
Reklama

MAŁA SARNA DUŻY KŁOPOT

(Zawiercie) Jest piątkowy poranek 17 października. Dziennikarze Kuriera Zawierciańskiego otrzymują informację, iż przy skrzyżowaniu ulic Wojska Polskiego i Pogorzelskiej na terenie tartaku znajduje się sarna. Zwierzę jest spłoszone i mocno wystraszone;  pracownicy tartaku nie wiedzą, co z nim zrobić. Przyjeżdżamy na miejsce kilka minut przed godziną dziewiątą. Przed bramą tartaku stoi grupka ludzi wszyscy pokazują na miejsce, w którym znajduje się zwierze.
Podziel się
Oceń

(Zawiercie) Jest piątkowy poranek 17 października. Dziennikarze Kuriera Zawierciańskiego  otrzymują informację, iż przy skrzyżowaniu ulic Wojska Polskiego i Pogorzelskiej na terenie tartaku znajduje się sarna. Zwierzę jest spłoszone i mocno wystraszone;  pracownicy tartaku nie wiedzą, co z nim zrobić. Przyjeżdżamy na miejsce kilka minut przed godziną dziewiątą. Przed bramą tartaku stoi grupka ludzi wszyscy pokazują na miejsce, w którym znajduje się zwierze.


- Ja robiłem sobie właśnie poranną kawę, a drzwi od zakładu były otwarte. Przebiegło jakieś zwierze, ale nie zauważyłem, co to dokładnie jest. Chwilę później na plac tartaku przyszła sąsiadka mieszkająca obok w domu i mówi, że widziała jak po placu biega sarna. Rzeczywiście wyszliśmy i zobaczyłem sarnę, która mocno wystraszona chowała się za deskami. Sytuacja dość niecodzienna. Dzikie zwierze, wystraszone może zrobić sobie i innym krzywdę. Ale nie mogłem jej wypuścić, bo plac znajduje się w jednym z najbardziej ruchliwych miejsc w Zawierciu na pierwszych światłach przy wjeździe do miasta. O razu sarna wpadłaby pod jakiegoś TIR-a. Przed godziną 8 zadzwoniłem na policję, straż miejską i straż pożarną. Policjanci przyjęli zgłoszenie i poinformowali mnie, że przekażą sprawę odpowiednim służbom. Straż pożarna, która z tego co wiem raczej takimi przypadkami się nie zajmuje, chyba że zwierzak byłby gdzieś na wysokości powiedziała, że przekaże również tę informację dalej. Miejscy strażnicy, a konkretnie dyżurny odebrał zgłoszenie i z tego, co pamiętam powiedział, że poinformuje Zakład Gospodarki Komunalnej oraz przyjadą na miejsce zabezpieczyć teren – opowiada Dariusz Zemsta, pracownik tartaku.


W tartaku pojawiamy się kilka minut przed dziewiątą. Chwilę później przyjechał patrol straży miejskiej.


- Przyjęliśmy zgłoszenie od dyżurnego, że taka sytuacja ze zwierzakiem ma miejsce. Przyjechaliśmy zabezpieczyć teren. Z tego, co wiem dyżurny powiadomił Zakład Gospodarki Komunalnej oraz jednostkę z Mikołowa, która zajmuje się odławianiem takich dzikich zwierząt – informuje nas Maciej Zawisz ze Straży Miejskiej w Zawierciu.


Sąsiedzi zebrani wokół miejsca tartaku, po którym biega sarna mają jednak wątpliwości czy interwencja tak powinna przebiegać.


- Chwilę wcześniej, jak przyjechaliście z Kuriera przyjechał ten nasz zawierciański hycel takim żółtym samochodem. Przyjechał powiedział, że nie wolno płoszyć zwierzęcia, a jak się dowiedział, że powiadomiliśmy dziennikarzy Kuriera to się zmył. My pierwszy raz po straż miejską zadzwoniliśmy o 7.45, a przyjechali po godzinie. Jak dzwoniliśmy, dyżurny powiedział, aby wypuścić ją na ulicę. Ale tutaj jest duży ruch i auta jeżdżą cały czas mogłoby dojść do nieszczęścia. Nie tylko zwierzę ucierpiałoby, ale i ludzie jakby jakiś wypadek się zdarzył – mówi nam Katarzyna Rogosz, która jako pierwsza zauważyła sarnę na placu tartaku.


Mijają godziny. Sarna cały czas znajduje się na terenie tartaku. Odjeżdżają i przyjeżdżają nowe patrole straży miejskiej, a komunikat, który jest nam przekazywany pozostaje niezmienny – wszyscy czekają na przybycie specjalistycznej jednostki z Mikołowa, która ma odłowić, czyli po prostu zabrać zwierzę. Na miejscu po raz drugi pojawia się zawierciański hycel. Pytamy go czy nie należy do jego kompetencji złapanie zwierzęcia. Mam przecież odpowiedni sprzęt i przeszkolenie.


-Ja nie mam tego w kompetencjach, jestem tu, ponieważ zainteresowałem się sprawą. Dzwoniłem nawet do Mikołowa tam jest osoba kompetentna, która przyjedzie i zabierze sarnę tak, aby jej nic się nie stało. To nie jest zwierze agresywne, ale może zrobić sobie krzywdę, bo jest spłoszona – wyjaśnia Rafał Żmuda.


Kilka minut po godzinie 17 przyjeżdża z Mikołowa osoba, która zajmuje się odławianiem zwierząt. Sarna dostaje zastrzyk usypiający i zostaje zabrana z terenu placu tartaku. I przewieziona do Schroniska dla Leśnych Zwierząt w Mikołowie. Na tym całe zamieszanie się kończy.


- Mikołów to najbliższa jednostka, która ma odpowiednio przeszkolonych ludzi i specjalistyczny sprzęt do odławiania i przetrzymywania dzikich zwierząt – dodaje Żmuda.


Nie ma w całej sprawie nic sensacyjnego. Daje jednak do myślenia to, że jedna roczna sarenka może postawić na nogi wszystkie służby miejskie, które po kolei zrzucały sprawę na innych. Może warto zastanowić się nad poszerzeniem kompetencji zawierciańskiego hycla, który i tak bierze niemałe pieniądze, bo ponad 17.000 złotych za wykonywanie swojej pracy i wpisanie do umowy interwencje właśnie w takich wypadkach jak powyżej opisany. Wokół Zawiercia jest sporo terenów leśnych i sytuacje przedostania się dzikich zwierząt na teren czyjejś posesji czy placówki publicznej mogą się zdarzać częściej. „Akcja sarna” zajęła naszym urzędnikom, strażnikom miejskim i komu tam jeszcze 10 godzin. Ich bezradność w radzeniu sobie z problemem była porażająca. W dyskusji, która toczy się obecnie w Polsce o sensowność wydawania pieniędzy na funkcjonowanie Straży Miejskiej mamy kolejny argument. Wiele miast w Polsce chce utrzymywać Straż Miejską. Ale są i takie, które już zlikwidowały takie jednostki.


Marcin Wojciechowski


 


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaRentSTEEL  -stal pręty siatka wypalanie plazmą
KOMENTARZE
Autor komentarza: NadiaTreść komentarza: Biedne zwierzęta,to jest miejsce bytowania rzadkich gatunków ptaków. Pięknie dbamy o ekologię,a te 259.miejsc pracy? No cóż ,nie każdy ma ambicję pracować jako robotnik czy też kasjer -sprzedawca w kolejnym supermarkecie.Data dodania komentarza: 15.03.2026, 13:43Źródło komentarza: Miliard złotych dla Elemental na projekt w ZawierciuAutor komentarza: StanTreść komentarza: Nieźle się "bawią" ... i nie ma na takich żadnej kary? Mamy mnóstwo swoich cwaniaczków. Ale jak to jest, że wszędzie gdzie pojawi się ślad braci ze wschodu tam na 90% jest tak, że są oszustwa, złodziejstwo, przekręty. Oni naprawdę nie potrafią normalnie? A może dla nich normalnie to po prostu oszukiwać i okradać.Data dodania komentarza: 8.03.2026, 13:55Źródło komentarza: NIE MA WODY, NIE MA PRĄDU. JEST BIURO ZA 99 TYSIĘCY MIESIĘCZNIEAutor komentarza: abcTreść komentarza: u nas są spotkania rodzinne a ci z ŚJ jakoś nie chcą. Więc twój wyjątek w praktyce wcale potwierdza takiej dobroci ŚJData dodania komentarza: 3.03.2026, 10:29Źródło komentarza: Świadkowie Jehowy w Zawierciu wznawiają publiczną działalnośćAutor komentarza: Eon MózgTreść komentarza: Tymczasem moja matka, która jest ŚJ jako jedna z niewielu w rodzinie, przez wiele lat organizowała duże spotkania rodzinne. Pozostali albo nic, albo w bardzo wąskim gronie. Wiele obiegowych opinii o ŚJ w praktyce się nie potwierdza. A przyczyny rozluźniania więzi w rodzinie są bardzo różne, często to szalone tempo życia, a ktoś błędnie może wiązać to z czymś innym.Data dodania komentarza: 1.03.2026, 21:52Źródło komentarza: Świadkowie Jehowy w Zawierciu wznawiają publiczną działalność J Autor komentarza: RedakcjaTreść komentarza: Popieramy bojkot Polmleku! Też tak robimy. Im więcej świadomych konsumentów, tym mniej byłoby takich spraw. Warto w sklepie patrzeć nie tylko na nazwę handlową produktu, ale również kto to wyprodukował. Tak jest np. z masłem produkowanym przez Polmlek, ale pod nazwą własną dyskontu.Data dodania komentarza: 18.02.2026, 15:09Źródło komentarza: KONIEC MASŁA ZE SZCZEKOCINAutor komentarza: zaqTreść komentarza: świetna reklama ;) nie kupię nic produkowanego przez "polmlek"Data dodania komentarza: 18.02.2026, 13:37Źródło komentarza: KONIEC MASŁA ZE SZCZEKOCIN
Reklama
Reklama
Reklama