Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
niedziela, 22 marca 2026 08:47
Przeczytaj!
Reklama
Reklama
Reklama

ZOSTAŁAM ZWOLNIONA ZE SZPITALA, BO CHOROWAŁAM NA RAKA…

(Zawiercie) Małgorzata Cesek ma 38 lat. Od 13 lat jest pielęgniarką, która niesie pomoc chorym ludziom. Kobieta od 2006 roku pracowała w Szpitalu Powiatowym w Zawierciu. Nie może zrozumieć tego, w jaki sposób została potraktowana. Los sprawił, że pani Małgorzata sama zachorowała na raka. Jak twierdzi, wtedy dyrekcja postanowiła się jej pozbyć. – Mój mąż również stracił pracę. To spadło na nas jak grom z jasnego nieba. Od czterech lat jesteśmy rodziną zastępczą dla obecnie 8-letniego Grzesia. Traktujemy go jak własne dziecko – przyznaje pielęgniarka.
Podziel się
Oceń

(Zawiercie) Małgorzata Cesek ma 38 lat. Od 13 lat jest pielęgniarką, która niesie pomoc chorym ludziom. Kobieta od 2006 roku pracowała w Szpitalu Powiatowym w Zawierciu. Nie może zrozumieć tego, w jaki sposób została potraktowana. Los sprawił, że pani Małgorzata sama zachorowała na raka. Jak twierdzi, wtedy dyrekcja postanowiła się jej pozbyć. – Mój mąż również stracił pracę. To spadło na nas jak grom z jasnego nieba. Od czterech lat jesteśmy rodziną zastępczą dla obecnie 8-letniego Grzesia. Traktujemy go jak własne dziecko – przyznaje pielęgniarka.


 

W środowisku medycznym była szanowanym pracownikiem. Teraz nie wie, jak będzie wyglądało jej życie.

 

- Byłam zatrudniona jako starsza pielęgniarka w poradni onkologicznej, poradni opieki paliatywnej, poradni chorób sutka (podciągniętej do poradni chirurgii ogólnej) oraz pracowni biopsji cienkoigłowej. Moja praca według mnie i pacjentów, którzy bardzo mnie lubili i lubią nadal przebiegała bez zarzutów. Starałam się wspólnie z moją koleżanką stwarzać takie warunki, aby pacjenci byli zadowoleni i tak było – wspomina kobieta.

 

W pracy, jak zaznacza, nie zawsze było łatwo. – Jedna z koleżanek tak naprawdę sama umeblowała pomieszczenia, w których pracowałyśmy. Rzeczywistość w zawierciańskim szpitalu czasem nas przerastała. Z czasem zaczęło brakować sprzętu medycznego tj. rękawiczek, pojemników na zużyte igły, igieł, strzykawek itp. Zgromadzony zapas wyczerpałyśmy, a zapotrzebowanie pisane na drukach trzeba było powtarzać telefonicznie. Mimo wszystko nie dostawałyśmy tyle sprzętu, ile przysługuje w danym miesiącu. Łatwym sposobem chciano doprowadzić abyśmy pracowały w jednych rękawiczkach przy kilku pacjentkach. Pojemnik na zużyte igły powinien być wymieniany  co 24 godziny,  a dostawałyśmy jeden na miesiąc. I tak musiałyśmy z koleżanką chodzić na tzw. „pożyczki” na inne oddziały, które też za wiele nie miały – zdradza problemy z jednorazowym sprzętem na oddziałach Małgorzata Cesek.

 

 

Jakiś czas temu dyrektorka szpitala Małgorzata Guzik przekonywała powiatowych radnych, że w lecznicy nie ma problemów ze sprzętem. Radny Jan Zamora pytał wtedy, czy to prawda, że w Szpitalu Powiatowym w Zawierciu brakuje podstawowych rzeczy niezbędnych do funkcjonowania oddziałów: igieł jednorazowych, rękawiczek, leków.

 

 

- Nie ma takiej sytuacji, nigdy nie było, że w szpitalu brakowało sprzętu. Na bieżąco mamy dostawy do szpitala, na bieżąco jest zaopatrywana apteka i na bieżąco jest również zaopatrywany magazyn. Jeżeli chodzi o leki, to może się zdarzyć taka sytuacja, że lekarz wypisuje jakiś antybiotyk, którego w tym momencie brakuje. Są jednak odpowiedniki. Zmieniliśmy politykę wydawania zarówno leków jak i sprzętu jednorazowego użytku. Uprzednio leki były wydawane raz na miesiąc. Ponieważ te leki, sprzęt jednorazowy ginęły na oddziałach wprowadziliśmy limity. Wydajemy właściwie codziennie na oddziały sprzęt – komentowała dyrektorka Małgorzata Guzik.

 

 

OD CHOROBY SIĘ ZACZĘŁO…


Małgorzata Cesek w marcu ubiegłego roku trafiła do kliniki w Katowicach po stwierdzeniu guza jajnika prawego. Diagnoza była wstrząsająca. Kobieta przeszła operację. Wynik histopatologii był jednoznaczny.

 

- Po wizycie u onkologa rozpoczęłam chemioterapię. W tym czasie od 7.03.2013 roku do 4.09.2013 roku, przebywałam na L4. Chemioterapię zakończyłam 27 sierpnia i musiałam dojść do siebie. Nie miałam włosów. Czasami psychika siadała, ale złożyłam wniosek do ZUS-u o świadczenie rehabilitacyjne. Przyznano mi je na okres 12 miesięcy (od 5 września 2013 roku do 31 sierpnia 2014). Z chwilą otrzymania wniosku udałam się do kadr. Miałam okazję rozmawiać z kadrową. Poinformowałam ją o wszystkim. „Po co nam taki pracownik?” – usłyszałam z jej ust – mówi zrozpaczona kobieta.

 

Pielęgniarka planowała przerwać świadczenie rehabilitacyjne, by nie stracić pracy. Chciała wrócić na swoje stanowisko w grudniu ubiegłego roku.

 

- Gdy 23 grudnia 2013 otrzymałam informację o rozwiązaniu umowy o pracę podcięło mi nogi. Pani dyrektor M. Guzik, jako przyczynę zwolnienia podała: niezdolność do pracy. Na jakiej podstawie tak stwierdziła?!!!! Nie rozmawiała ze mną, nie skierowała na badania ani też na komisję lekarską. Są osoby, które wróciły do pracy w szpitalu po 6 miesiącach chorobowego, a inne nawet po 2 latach. One nie zostały zwolnione – przyznaje z żalem pielęgniarka.

 

Pani Małgorzata przeszła dwie ciężkie operacje ginekologiczne. Jest po 8 zabiegach urologicznych. Mimo wszystko nie traci nadziei.

 

- Byłam, jestem i będę skłonna i chętna do podjęcia pracy w charakterze pielęgniarki, gdyż moja choroba jeszcze bardziej zbliżyła mnie do moich pacjentów. Teraz jeszcze lepiej wiem jak się czują i co przeżywają w chorobie – dodaje ze łzami kobieta.

 

DYREKCJA ODPOWIADA…

 

- W sprawie pracownika, o którego Pani pyta, zatrudnionego na stanowisku pielęgniarki, nastąpiło rozwiązanie umowy o pracę bez wypowiedzenia, na podstawie art. 53 kodeksu pracy w związku z wyczerpaniem okresu pobierania wynagrodzenia i zasiłku chorobowego, który przekroczył w dniu 04.09.2013r. 182 dni – tłumaczy dyrekcja.


Podstawę stanowi brak zaświadczenia o zdolności do pracy. Zwolniona pielęgniarka przebywa obecnie na świadczeniu rehabilitacyjnym.

 

- Pracodawca ma obowiązek zapewnienia ciągłości świadczeń medycznych, a długotrwała nieobecność pracownika uniemożliwiła zapewnienie ciągłości świadczonych usług – dodaje Małgorzata Guzik.


Chociaż choroba pielęgniarki Małgorzaty Cesek się cofa, to kobieta pozostaje bez pracy.

 

ZWIĄZKI ZAWODOWE NIE SKŁADAJĄ BRONI

 

- W naszej ocenie rozwiązanie umowy o pracę z panią Małgosią Cesek jest krzywdzące, nieuzasadnione, a przede wszystkim narusza zasady współżycia społecznego, do których kształtowania pracodawca jest zobowiązany zapisami Kodeksu Pracy. Przepisy art.53 KP pozwalają pani dyrektor na takie działanie, ale jednak pozostawiają wybór drogi postępowania po stronie pracodawcy. Małgorzata Guzik w sposób bezwzględny korzysta z przepisu, nie wczuwając się w sytuację pracownika, dla którego ta decyzja może być przysłowiowym gwoździem do trumny. Pani Małgosia Cesek w okresie choroby była tylko „na stanie” szpitala. Szpital nie ponosi przecież kosztów, bo te leżą przy wypłacie zasiłku rehabilitacyjnego po stronie ZUS. Podsumowując: To bezwzględne i bezduszne zachowanie. Dla pani dyrektor ważniejsza jest biurokracja i statystyka niż jednostkowo pracownik oczekujący od innych pomocy i wsparcia w chorobie – mówi Krystyna Ptok, Przewodnicząca Zarządu Regionu Śląskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

 

Związek zawodowy stoi na stanowisku, że rozwiązanie umowy o pracę z pracownikiem po tak poważnych problemach zdrowotnych może negatywnie wpłynąć na przebieg procesu zdrowienia. – Obecne działania pracodawcy stawiają go w bardzo niekorzystnym świetle, nie tylko wobec pracowników szpitala – dodają związkowcy.

 

Monika Polak-Pałęga

 


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: NadiaTreść komentarza: Biedne zwierzęta,to jest miejsce bytowania rzadkich gatunków ptaków. Pięknie dbamy o ekologię,a te 259.miejsc pracy? No cóż ,nie każdy ma ambicję pracować jako robotnik czy też kasjer -sprzedawca w kolejnym supermarkecie.Data dodania komentarza: 15.03.2026, 13:43Źródło komentarza: Miliard złotych dla Elemental na projekt w ZawierciuAutor komentarza: StanTreść komentarza: Nieźle się "bawią" ... i nie ma na takich żadnej kary? Mamy mnóstwo swoich cwaniaczków. Ale jak to jest, że wszędzie gdzie pojawi się ślad braci ze wschodu tam na 90% jest tak, że są oszustwa, złodziejstwo, przekręty. Oni naprawdę nie potrafią normalnie? A może dla nich normalnie to po prostu oszukiwać i okradać.Data dodania komentarza: 8.03.2026, 13:55Źródło komentarza: NIE MA WODY, NIE MA PRĄDU. JEST BIURO ZA 99 TYSIĘCY MIESIĘCZNIEAutor komentarza: abcTreść komentarza: u nas są spotkania rodzinne a ci z ŚJ jakoś nie chcą. Więc twój wyjątek w praktyce wcale potwierdza takiej dobroci ŚJData dodania komentarza: 3.03.2026, 10:29Źródło komentarza: Świadkowie Jehowy w Zawierciu wznawiają publiczną działalnośćAutor komentarza: Eon MózgTreść komentarza: Tymczasem moja matka, która jest ŚJ jako jedna z niewielu w rodzinie, przez wiele lat organizowała duże spotkania rodzinne. Pozostali albo nic, albo w bardzo wąskim gronie. Wiele obiegowych opinii o ŚJ w praktyce się nie potwierdza. A przyczyny rozluźniania więzi w rodzinie są bardzo różne, często to szalone tempo życia, a ktoś błędnie może wiązać to z czymś innym.Data dodania komentarza: 1.03.2026, 21:52Źródło komentarza: Świadkowie Jehowy w Zawierciu wznawiają publiczną działalność J Autor komentarza: RedakcjaTreść komentarza: Popieramy bojkot Polmleku! Też tak robimy. Im więcej świadomych konsumentów, tym mniej byłoby takich spraw. Warto w sklepie patrzeć nie tylko na nazwę handlową produktu, ale również kto to wyprodukował. Tak jest np. z masłem produkowanym przez Polmlek, ale pod nazwą własną dyskontu.Data dodania komentarza: 18.02.2026, 15:09Źródło komentarza: KONIEC MASŁA ZE SZCZEKOCINAutor komentarza: zaqTreść komentarza: świetna reklama ;) nie kupię nic produkowanego przez "polmlek"Data dodania komentarza: 18.02.2026, 13:37Źródło komentarza: KONIEC MASŁA ZE SZCZEKOCIN
Reklama
Reklama
Reklama