CHORZY LEKARZE W CORAZ GORSZYM STANIE

  • 23.05.2020, 13:48
CHORZY LEKARZE W CORAZ  GORSZYM STANIE
Pierwsza ofiara śmiertelna z personelu medycznego. Zmarła pielęgniarka z Zawiercia. Zakażony jest ginekolog z Myszkowa, wicedyrektor tamtego szpitala. Pacjentki rodzące w Myszkowie bezpieczne.


(Zawiercie, Myszków) Pogarsza się stan zdrowia części lekarzy zakażonych COVID-19 pracujących w Szpitalu Powiatowym w Zawierciu. Jak się dowiadujemy, jeden z ginekologów tu pracujących jest leczony w Krakowie, ma problemy oddechowe, jego leczenie wspierane jest pracą respiratora. Na oddziale zakaźnym zawierciańskiej lecznicy przebywa lekarz, który zakaził się na SOR. To sytuacja, po której cały SOR zawierciańskiego szpitala był zamknięty, w izolacji, a wobec dyrekcji szpitala pojawiły się zarzuty, że „porzucono” medyków i pielęgniarki objętych kwarantanną. We wtorek 5 maja na oddział zakaźny Szpitala Powiatowego w Zawierciu trafił lekarz ginekolog-położnik Andrzej Sosnowski, z-ca dyrektora ds. lecznictwa w Szpitalu Powiatowym w Myszkowie. W krótkiej rozmowie potwierdził, że jest zakażony COVID-19:
-Czuję się dobrze, choć mam kaszel, stąd badania, RTG itd. Kilka tygodni  temu potwierdziło się zakażenie u mojej córki, ja wtedy miałem wynik ujemny, przebywałem w kwarantannie domowej. Teraz niestety mój wynik jest dodatni, mam też objawy choroby. Ale ogólnie czuję się dobrze, jutro wracam do domu, gdzie będę kontynuował leczenie i izolację. W szpitalu w Zawierciu przebywam tylko w celu wykonania niezbędnych badań -mówi ginekolog-położnik Andrzej Sosnowski.
Doktorowi Sosnowskiemu i wszystkim innym lekarzom, którzy walcząc z epidemią sami się zakażają, życzymy jak najłagodniejszego przejścia przez chorobę. Niestety nie wszystkim się to udaje. Szpital Powiatowy w Zawierciu poinformował o śmierci zakażonej pielęgniarki Doroty Gołuchowskiej. Pielęgniarka, pani Dorota jest pierwszą ofiarą śmiertelną wśród personelu medycznego na terenie Powiatu Zawierciańskiego. 
Kurier Zawierciański i Gazeta Myszkowska wielokrotnie już pisały, o możliwych zaniedbaniach w zabezpieczeniu personelu medycznego Szpitala Powiatowego w Zawierciu. Do tematu wrócimy w piątkowym wydaniu KZ i GM. O tym, jak słabo zabezpieczone, niebadane są właśnie pielęgniarki, opowiadała anonimowo pielęgniarka z bloku operacyjnego. Z kolei zakażeń jak na razie uniknął sąsiedni Szpital Powiatowy w Myszkowie. Dlaczego?  Ktoś powie, że zaraził się z-ca dyrektora Andrzej Sosnowski. Ale w jego przypadku źródło zakażenia było inne, rodzinne. Wcześniej podejrzenie zakażenia wystąpiło w stosunku do jego córki, później żony. Oba niestety się potwierdziły. Mieszkańcy obu powiatów- myszkowskiego i zawierciańskiego- zaczęli więc pytać o bezpieczeństwo rodzących w szpitalu w Myszkowie, którego szefem na oddziale jest właśnie dr. A. Sosnowski.
Pyta nas pan Kamil z Żarek: -Czy Sanepid wydał nakaz zamknięcia oddziału? Moja żona i ja mamy termin porodu na przyszły miesiąc, stąd moje zaniepokojenie. 

Nie ma żadnych obaw o personel myszkowskiej porodówki- wyjaśnia dyrektor Dariusz Kaczmarek

Dariusz Kaczmarek Dyrektor Szpitala Powiatowego w Myszkowie: -Doktor Sosnowski był ostatni raz na dyżurze w czwartek 23 do piątku rano 24 kwietnia. Później już nie przebywał w szpitalu, odbywał kwarantannę. W godzinach porannych wtedy, na dyżurze, miał zrobiony wymaz, ja też, gdyż miałem z nim kontakt. Spotykamy się regularnie na terenie szpitala.  Wynik był ujemny. Ponowne badanie kontrolne wykonane u doktora Sosnowskiego było wykonane po 7 dniach, 30 kwietnia. Wynik też ujemny. Niestety kilka dni później pojawiły się u niego objawy kliniczne, stąd jego leczenie w Zawierciu, na oddziale zakaźnym. 
Mogę zapewnić zarówno personel szpitala jak i pacjentki, że jesteśmy bezpieczni.  Od 24 kwietnia rano doktor już z nikim nie miał kontaktu na terenie szpitala, objawy choroby nie wystąpiły u nikogo innego, a źródło zakażenia było w rodzinie lekarza, nie w szpitalu. Jak na razie udało nam się uniknąć zakażeń wewnątrzszpitalnych, oddział ginekologiczno- położniczy, który teraz przyjmuje więcej pacjentek z terenu powiatu zawierciańskiego pracuje normalnie. Podobnie jak inne oddziały. Dbamy o bezpieczeństwo pacjentów, pacjentek i personelu. Codziennie przypominam pracownikom o reżimie sanitarnym. Byliśmy drugim w województwie śląskim powiatem (p. myszkowski) który wystarał się o wymazobus. 

A teraz przypomnijmy jak reżim sanitarny wyglądał w Zawierciu, gdzie obecnie choruje ponad 40 osób z personelu medycznego

Przypomnijmy temat kwarantanny, którą na terenie szpitala odbywał lekarz po powrocie z zagranicy. Pisaliśmy o tym kilkukrotnie, jeden z artykułów to wywiad z pielęgniarką bloku operacyjnego zawierciańskiego szpitala: „Profesor od początku robił sobie pośmiewisko z tej kwarantanny”- brzmiał cytat z jej wypowiedzi w tytule artykułu. Chodzi o profesora Stanislava Czudka, który odbywał w Szpitalu Powiatowym kwarantannę w dyżurce lekarskiej, przyjmował pacjentów, operował. Szpital zaczął używać jego nazwiska, w reakcji na nasze artykuły, więc możemy je podawać.
Prof. Czudek nie był zakażony, co potwierdziły testy, jednak cały personel zawierciańskiego szpitala przyglądał się z zażenowaniem, a niektórzy ze strachem, jak profesor ma w szpitalu ewidentnie specjalny status. 
Jak to mówiła cytowana przez nas pielęgniarka z bloku operacyjnego: Specjalnie był remontowany pokój dla pana profesora. Na to szpital stać. Pan profesor od początku robił sobie pośmiewisko z tej kwarantanny. Na bloku śmiał się z tego, że na granicy podał miejsce odbywania kwarantanny „Szpital-Zawiercie”. I nie operował tylko tego ostatniego zabiegu ratującego życie, tylko od początku, każdego dnia był rozpisywany do zabiegów.  (..)
On chodził na internę,  na SOR. Po całym szpitalu się poruszał. Wtedy, co ratował tego pacjenta, bezdomnego, przywiózł go prosto z SOR-u, gdzie go wpierw konsultował, bez maski oczywiście.”
-Profesor Stanisław C. był badany na obecność wirusa dwa razy. Badano też lekarzy. Reszty personelu nie. 
-Nie! No po co? Pielęgniarki, albo salowe? No co pan. (w głosie pielęgniarki wyraźnie słychać ironię) Jak ktoś to napisał, że my to jesteśmy „mięsem armatnim”. Z naszym zdaniem się pan dyrektor nie liczy. 

Zakażenie objęło zawierciański SOR. Incydentalnie był zamykany kilka razy, z powodu podejrzenia pacjenta z koronawirusem, jednak to sytuacja z 8 kwietnia daje wiele do myślenia. Przypadek zakażonego pacjenta z Poręby. Obsługuje go lekarz -jak mówili świadkowie – nienależycie zabezpieczony. SOR zamknięto razem z personelem, łącznie 23 osoby. To wtedy pojawiły się zarzuty, że personel, lekarzy, pielęgniarki „zostawiono samych sobie”.  Reakcją dyrekcji szpitala był zaprzeczenie, że to nieprawda, że wsparcie personelowi jest udzielane, że są „mieszkania dla medyków”. Mówimy o sytuacji z 8-9 kwietnia. Dopytywaliśmy więc o te mieszkania, ilu lekarzy czy pielęgniarek z nich skorzystało. Odpowiedź rzecznika szpitala Marcina Wojciechowskiego  z 23 kwietnia: -Od początku epidemii szpital przygotował‚ dla pracowników ok. 30 miejsc noclegowych na oddziałach. Mając na uwadze, że liczba ta może nie być wystarczająca  zwróciliśmy się do lokalnych instytucji i hoteli z prośbą o możliwość udostępnienia bazy noclegowej. Na nasz apel pozytywnie odpowiedział‚ jako pierwszy Pan Prezydent Miasta Zawiercie, który zapowiedział przygotowanie dla pracowników szpitala 12 mieszkań.
Mając na względzie to, w jakich warunkach odbywał kwarantannę na oddziale prof. Czudek, czym teraz zajmuje się prokuratura, dopytywaliśmy dalej o warunki kwarantanny izolowanym pracownikom. Odpowiedź dostaliśmy 29 kwietnia od rzecznika szpitala: -W okresie kwarantanny pracowników SOR szpital nie dysponował‚ miejscami noclegowymi w postaci mieszkań„, a co za tym idzie nie miał możliwości‚ ich udostępnić  nikomu z personelu tego oddziału.”
A teraz przypomnienie: lekarz zajmujący się pacjentem z Poręby 8 kwietnia na SOR niestety zakaził się. Dzisiaj sam jest pacjentem Oddziału Zakaźnego Szpitala Powiatowego w Zawierciu. Oddział -po miesięcznej przerwie, wznowił pracę 20 kwietnia, gdy udało się skompletować zespół do pracy. 
Lekarz oddziału zakaźnego z Łaz, który był pierwszym zakażonym medykiem w szpitalu w Zawierciu i było to powodem zamknięcia oddziału, przyjmował też w poradni- tzw. „nocnej i świątecznej” i -tego nie mamy potwierdzone na 100%- w przychodni w Łazach. Dopiero późnej zaczęła się dyskusja o tym, że lekarze z oddziałów zakaźnych w czasie epidemii nie powinni pracować równocześnie w poradniach. A za organizację pracy odpowiada tu dyrektor.

Szpital sam ujawnił nazwisko zmarłej pielęgniarki a teraz „apeluje o dyskrecję”

Informacja o tym, że zmarła pielęgniarka z zawierciańskiego szpitala pani Dorota Gołuchowska podał Szpital Powiatowy w Zawierciu na profilu FB oraz na stronie internetowej. Naszym zdaniem to kontrowersyjna praktyka, że urzędy administracji, gminy, powiaty i też szpitale komunikują się z obywatelami przez FB, tam publikują oficjalne informacje. Powinni je podawać oficjalnym kanałem. Oczywiście w ślad za szpitalem wiele mediów, w tym również my, podaliśmy nazwisko pielęgniarki. 
Do Kuriera Zawierciańskiego zwróciła się pani Anna, jej córka. Jak wynika z korespondencji Szpital Powiatowy w Zawierciu podał nazwisko pielęgniarki bez porozumienia z rodziną. 
Z redakcją skontaktowała się pani Violetta, w przeszłości pielęgniarka, która przedstawiła się jako przyjaciółka zmarłej. Prosiła o niepodawaniae nazwiska. W swojej relacji dzieli się uwagami co myśli o warunkach pracy pielęgniarek w ogóle, a traktowaniu pracowników w Szpitalu Powiatowym w Zawierciu w szczególności: „Piszę w sprawie dzisiejszej informacji o śmierci bohaterki z Zawiercia. Tak Dorota Gołuchowska była i jest bohaterką. To prawdziwa pielęgniarka z powołania... takich już dziś niewiele... 
Szpital nie ujawnił, że Dorota w ostatnich latach walczyła z nowotworem. Gdy stan zdrowia pozwolił, wróciła do swojej pracy/misji niesienia pomocy innym. Nie podano też informacji, że jako osoba leczona chemioterapią miała mocno osłabioną odporność.
Boli mnie że pracodawca pozwolił jej pracować w tym pandemicznym czasie. Choć z drugiej strony myślę, czy ona by tak chętnie poszła na urlop, jednocześnie zostawiając ludzi chorych. Takim osobom pomniki stawiać się powinno, a dyrekcję szpitala... hmm cieszyli się że obsada się zgadzała ilościowo. 
A jeszcze proszę podrążyć dlaczego nie wykonano od razu testów pielęgniarce, którą wysłano na kwarantannę po potwierdzeniu, że jeden z pacjentów miał dodatni wynik testu, podczas gdy ten leżał na oddziale interny. Natomiast rodzinę zbadano testem dopiero jak Dorota trafiła do Wrocławia.

Serce boli - CO DZIŚ ZROBIONO ZE SŁUŻBĄ ZDROWIA

A pielęgniarkom i lekarzom na służbie bije się brawo. q-wa za brawo ciężko żyć! UPODLAJĄ TEN ZACNY ZAWÓD.  
Też byłam pielęgniarką, odeszłam z powodu głupoty szefostwa w moim miejscu pracy. Dorotka była ode mnie młodsza i znałam ją osobiście bardzo dobrze. Będzie mi  JEJ brakowało.
Wymiera elita najlepszych pielęgniarek, najlepszych bo z sercem na dłoni, poświęcających się dla SŁUŻBY. 

Gdy wysłano ś.p. Dorotę na kwarantanne, nikt z branży - NIKT - nie wykonano nawet testu, a gdy zaczęły się objawy NIKT nie przyjechał nawet nie sugerował leczenia, dopiero gdy zaczęła się dusić (płuca) kazali mężowi przywieźć ją do szpitala. Po kilku dniach pogorszył się stan zdrowia, straciła przytomność. Tak wtedy przesłali ją do kliniki zakaźnej we Wrocławiu. (…) Zabił ją wylew krwi do mózgu. JA SIĘ PYTAM KTO Q-WA pozwolił pracować osobie z osłabieniem organizmu po leczeniu chemicznym nowotwora?
Mnie serce boli, bo to moja przyjaciółka, ale to dinozaur prawdziwych pielęgniarek z powołania. Spokój jej pamięci.
Jak można było nie zrobić testu PIELĘGNIARCE która narażona była na zakażenie, mimo próśb, monitów rodziny. Dopiero prośba do Prezydenta Zawiercia poskutkowała. Gdzie my Q żyjemy?
Nie klnę, ale tu cisną się takie słowa - błagam Boże wybacz. Tu nawet nie chodzi o dyrektora szpitala, tu Q chodzi o cały chory system.
Dziękuję że Pan JEST, że są osoby które wyciągają na światło dzienne absurdy... a czy to coś da teraz, czy kiedykolwiek?
KZ: -Czy to faktycznie po interwencji i Prezydenta Zawiercia pani Dorocie wykonano test?
-Jeśli pyta pan o Prezydenta to tak - Rodzina zgłosiła mu sytuację i tego samego dnia przyjechał testowóz do domu”

W ostatniej chwili otrzymaliśmy relację pielęgniarki z zawierciańskiego szpitala, jak jej koleżanka, Dorota Gołuchowska, gdy zachorowała, została potraktowana w swoim własnym szpitalu. Któremu poświęciła całe życie zawodowe i... ŻYCIE. Ta rozmowa wkrótce 
Jarosław Mazanek

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (2)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu kurierzawiercianski.pl. MyszPress s.c. z siedzibą w Myszkowie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Gosc
Gosc 27.05.2020, 03:19

Komentarz zablokowany

Komentarz narusza regulamin.

Gosc
Gosc 25.05.2020, 11:13
Dajcie już spokój tej biednej Dorocie i jej rodzinie. Kuzynki, koleżanki niby w dobrej wierze dzwoniące do gazety, to wszystko i tak opisane i wykorzystane.

Pozostałe